Budowa kuchni ogrodowej.


Zanim jeszcze zrodził się pomysł zbudowania kuchni ogrodowej miałem w planach umieszczenie na dachu mojego domu malutkiej elektrowni fotowoltaicznej. Oczami wyobraźni widziałem darmowe kilowatogodziny energii elektrycznej wytwarzane w każdy słoneczny dzień.
Gdy już kupiłem panele pojawił się problem z ich zamontowaniem. Dach jest jednopołaciowy i posiada niewielkie nachylenie w kierunku północnym. Teoretycznie 8 modułów można zlokalizować w przedniej jego części, budując specjalne podpory. Takie ułożenie cechuje się zwiększonym narażeniem na działanie wiatru, nie mówiąc już o stworzeniu koszmarka architektonicznego.
Wziąłem też pod uwagę możliwość umieszczenia paneli w ogrodzie, lecz to również miało wady. Działka nie jest zbyt duża, a pewna jej część zostałaby trwale wyłączona z użytku. Gdyby jednak umieścić panele nieco wyżej ? Przestrzeń pod nimi można wtedy wykorzystać, tworząc chociażby … kuchnię ogrodową. Eureka ! Czas brać się do roboty.

Wykonałem wstępny projekt, obliczyłem ilość materiału i zamówiłem tarcicę w pobliskim składzie. Rachunek wyniósł 2400 zł i obejmował krawędziaki tworzące szkielet konstrukcji oraz deski elewacyjne i podłogowe. Z pewnością trzeba jeszcze będzie trochę dokupić, ale tym zajmę się nieco później. Drewno ułożyłem w stertę by jeszcze trochę przeschło, a w międzyczasie przystąpiłem do wykonania betonowych słupów, stanowiących podstawę. Wykopałem 6 dołów o wymiarach 35x35 cm, sięgających 90 cm w głąb ziemi. Każdy z nich rozszerzał się przy spodzie, tworząc stopę. Na górze przygotowałem niewielkie szalunki z desek. Po wylaniu betonu w każdym słupie zatopiłem jeszcze kotwę z ocynkowanej stali, umożliwiającą zamontowanie krawędziaka 14x14 cm

 

Fundament

 

Kolejnym krokiem było pocięcie drewna, stanowiącego szkielet konstrukcji. Użyłem do tego elektrycznej piły szablastej popularnie zwanej „lisim ogonem”. Zdecydowanie wolę to narzędzie od piły łańcuchowej. Gdzieś przeczytałem, że tej drugiej dobry cieśla nie używa. Nie uważam się w prawdzie za takiego, lecz muszę przyznać, że przy odrobinie wprawy, „lisi ogon” pozwala zachować większą dokładność kosztem wolniejszego tempa pracy.

 

Przecinanie


Pocięte drewno zostało następnie wyheblowane. W ruch poszły strug elektryczny i szlifierka taśmowa.
Przyszedł czas na wykonanie połączeń ciesielskich, czyli wrębów, gniazd i czopów. Nie mam do tego specjalnych narzędzi, gdyż są piekielnie drogie i kupują je wyłącznie profesjonaliści. Dawniej jednak ludzie dawali sobie bez nich radę, zatem i mnie pozostaje dłuto oraz młotek. Nawiasem mówiąc to bardzo relaksująca praca. Połączenia słupów z płatwiami (poziome belki podtrzymujące krokwie dachowe) zostały wykonane na czop prosty.

 

Gniazda czopów

 

Nieco inaczej wygląda łączenie słupów z mieczami (ukośnymi belkami, usztywniającymi konstrukcję). Zastosowałem tu wrąb czołowy kryty, którego wykonanie jest bardziej czasochłonne i wymaga zachowania znacznie większej precyzji.

 

Wrąb czołowy

 

Udało się. Szkielet przedniej ściany gotowy. Tylna ściana wygląda podobnie, z tym, że słupy są znacznie dłuższe, aby zachować 30-stopniowy spad dachu. Oprócz tego zastosowałem dwa duże miecze zamiast czterech małych.

 

Przednia ściana

 

Przed złożeniem konstrukcja została pomalowana impregnatem do drewna. Do tej pory w architekturze ogrodowej stosowałem Drewnochron. Teraz zdecydowałem się na Sadolin Classic. Tak na marginesie dodam, że 9 litrowa puszka tego impregnatu w pobliskim sklepie z lakierami kosztuje 117 zł. W dużych marketach budowlanych, które chwalą się niskimi cenami trzeba za nią zapłacić średnio 50 zł więcej.
Słupy i płatwie zostały połączone za pomocą wkrętów ciesielskich 8x240 mm z łbem talerzykowym. Do łączenia mieczy użyłem wkrętów 8x200mm.
W trakcie montażu wykorzystałem akumulatorową zakrętarkę udarową. Wspaniałe narzędzie, pomyśleć że zastanawiałem się czy warto wydać na nie 170 zł. Można też użyć mocnej, dwubiegowej wkrętarki. W porównaniu z nią zakrętarka udarowa dysponuje znacznie większym momentem obrotowym i nie wykręca ręki.

Musiałem skorzystać z pomocy sąsiadów aby podnieść zmontowane elementy. Od razu zabezpieczyłem je przed przewróceniem, dokręcając prowizoryczne podpory. Po sprawdzeniu pionu mogłem przystąpić do montażu krokwi dachowych. Mają one przekrój 7x14 cm. Jak na ciężką, ceramiczną dachówkę to dość mało. Chcąc zapewnić odpowiednią wytrzymałość konstrukcji zdecydowałem się zmniejszyć rozstaw krokwi do 65 cm. Wynikają z tego również inne korzyści. O wiele łatwiej zamontować wtedy haki podtrzymujące aluminiowy stelaż paneli.

 

Konstrukcja kuchni

 

Kolejnym etapem prac było ułożenie folii dachowej. Ponieważ nie jest to pomieszczenie mieszkalne i brak tu ocieplenia zastosowałem zwykłą folię paroizolacyjną. Została ona naprężona i dociśnięta kontrłatami. Ich przekrój wynosi 6,5 x 2,5 cm. Docinałem je samodzielnie z szerokiej deski, gdyż te, dostępne na składzie były zbyt wąskie do solidnego zamocowania haków podtrzymujących stelaż paneli. 
Łaty przykręciłem w odstępach 36 cm. Z uwagi na zmniejszony rozstaw krokwi wystarczający był przekrój 4 x 5 cm.
Nie mogłem się oprzeć i ułożyłem pierwszy rząd dachówki. Wszystko pasuje idealnie. Haki przechodzą dokładnie w miejscach zagłębienia fali. Można się tylko przyczepić do samej dachówki, która różni się bardzo od "Marsylki" ułożonej na stojącym obok piecu. Początkowo chciałem zastosować właśnie ten typ, jednak okazało się, że wymaga ona dość solidnego nacinania by umożliwić przejście haków. Z tego powodu instalatorzy jej nie lubią. Zdecydowałem się więc na dachówkę Roben. Kolor może nie bardzo pasuje, ale dostałem ją za darmo od siostry u której ekipa budowlana przeszacowała powierzchnię dachu i w rezultacie sporo zostało.
 

Budowa kuchni ogrodowej

 

Ciąg dalszy nastąpi.

 

Komentarze