Piekarok w Rudzie Śląskiej

Kolejny artykuł z cyklu "Wędrówki za chlebem" poświęcony będzie rudzkiemu piekarokowi. Niektórym z Państwa nazwa ta może niewiele mówić, zatem wyjaśniam, że piekaroki były to dość duże, wolno stojące piece chlebowe. Do końca lat 50-tych spotkać je można było na terenach całego Śląska, gdzie służyły społeczności, zwykle mieszkańcom położonych w sąsiedztwie budynków, tzw. familoków.

Piekarok

Liczyłem, że pierwsze w tym roku rozpalenie piekaroka odbędzie się w ramach przywitania wiosny, jak miało to miejsce w latach poprzednich. Tym razem jednak organizatorzy przewidzieli nieco inny harmonogram. Pieczenie chleba stało się jedną z atrakcji "Preindustriady" – cyklu wydarzeń pozwalających poznać realia życia w czasach, gdy maszyny nie zastępowały człowieka tak powszechnie jak obecnie.
Na marginesie dodam ,że w ramach tej samej imprezy przewidziano też wzniesienie nieco innego pieca.  W chorzowskim Górnośląskim Parku Etnograficznym zaplanowano budowę używanej w starożytności dymarki typu kotlinkowego. Rozpoczęcie prac przewidziano na piątek 27 maja, a następnego dnia miało się odbyć pierwsze palenie. W niedzielę można już było zobaczyć wytop żelaza i jego przekucie. Bardzo żałuję że nie mogłem obejrzeć tego na własne oczy.

Z Krakowa wyjechałem znacznie wcześniej, spodziewając się bardzo dużego natężenia ruchu w związku z kończącym się długim łikendem. Na trasie nie napotkałem żadnych utrudnień, przez co znalazłem się na miejscu ponad godzinę przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy. W piecu znajdowały się już bochenki. Do ich wyjęcia pozostało jeszcze ok.15 minut. Zabranym ze sobą pirometrem zmierzyłem temperaturę we wnętrzu komory. Przyrząd wskazał ok. 240 stopni, czyli minimalnie więcej niż u mnie, na tym samym etapie pieczenia.
Miałem sporo czasu, by przyjrzeć się pracy Pana obsługującego piec i dowiedzieć się nieco więcej na temat samego wypieku. Dzięki jego uprzejmości poznałem też mieszkającą w sąsiednim budynku Panią Erykę, która  używała piekaroka jeszcze w latach 50-tych. Z jej opowieści wynika, że wcześniej znajdował się tu spory majątek ziemski, a okoliczni mieszkańcy pracowali głownie na roli. Otrzymywali przydział zboża, które mogli później zemleć w znajdującym się tuż obok młynie. Termin korzystania z pieca należało uzgodnić z sąsiadami, bo chętnych było wielu. Z biegiem czasu zmienił się charakter okolicy i większość mieszkańców stanowili już pracownicy zatrudnieni w górnictwie i przemyśle.  Pojawiło się coraz więcej piekarni, oferujących każdego dnia świeże pieczywo bez dodatkowego nakładu pracy. Piekarok nadal funkcjonował, jednak używano go coraz rzadziej. Ostatni wypiek w piecu miał miejsce prawdopodobnie roku 1957. Później jeden z  mieszkańców pobliskiego budynku ogrodził go i przez wiele lat hodował w przedsionku króliki. Po jego śmierci piec zaczął popadać w ruinę. Niewiele brakowało, by uległ całkowitemu zniszczeniu, albo podzielił los dwóch pobliskich piekaroków (pierwszy z nich został przebudowany na garaż, a w drugim urządzono kapliczkę). Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy postanowili piec uratować, widząc w nim przyszłą atrakcję turystyczną.. Miasto wyasygnowało kwotę kilkunastu tysięcy złotych i rozpoczął się remont. Piekarok odzyskał dawny wygląd oraz funkcjonalność i służy lokalnej społeczności.

Wypiek w piekaroku


Mimo niesprzyjającej aury zapach świeżego chleba przyciągnął wielu mieszkańców Rudy Śląskiej i okolic. Każdy mógł skosztować świeżej, chrupiącej, kromki posmarowanej pachnącym smalcem i zgodnie z przewidywaniami wypiek zniknął bardzo szybko.

Piekarok3

Z racji tego, że przyjechałem z daleka przypadł mi w udziale cały bochen, Musiałem go szybko ukryć w samochodzie, by nie irytować osób  które otrzymały znacznie mniejsze porcje. Chleb można zobaczyć na poniższym zdjęciu. Jego smak był bardzo podobny do pieczywa z mojego pieca.  

Chleb z piekaroka


Znaczna pojemność cieplna piekaroka umożliwia kolejny wypiek, bez konieczności jego dogrzewania. Tym razem jednak, zamiast chleba, do pieca trafiły bułki, przeznaczone dla najmłodszej grupy odwiedzających. Dla nich także przygotowano występy artystczne i konkursy, jednak z z powodu deszczu odbyły się one w położonym nieopodal budynku.

Cieszę się, że miałem okazję zobaczyć piekaroka, porozmawiać z obsługującym go, doświadczonym Piekarzem i skosztować pysznych wypieków. Do tej pory moja wiedza na temat tego pieca ograniczała się jedynie do informacji zaczerpniętych z Internetu i materiałów prasowych.
Wszystkim zainteresowanym polecam też udział w organizowanym kilka razy do roku publicznym pieczeniu chleba. Informacje na temat najbliższych terminów uruchomienia piekaroka można znaleźć na portalu rudaslaska.pl w dziale aktualności.


Na koniec kilka informacji na temat budowy samego pieca.
Piekarok znajdujący się w Rudzie Śląskiej liczy ponad 100 lat.  Posiada przedsionek, dający schronienie obsługującej go osobie przed zimnem, wiatrem i deszczem. Jako użytkownik pieca stojącego pod gołym niebem muszę przyznać, że to wielka zaleta.  Dodatkową korzyścią wynikającą z przedsionka jest możliwość ułożenia koszyków z ciastem i upieczonych bochenków na półkach przylegających do jego ścian.

Komora pieca została wykonana z cegieł szamotowych, a jej wymiary pozwalają na upieczenie 30 bochenków 0,8 kg. Dawniej jednak pieczono chleby większe.

Widok wnętrza piekaroka

Niewiele więcej mogę powiedzieć na temat szczegółów konstrukcji i użytych materiałów, gdyż wszystko zostało starannie zabudowane.  Zastanowiła mnie tylko stosunkowo niewielka grubość podstawy komory, pod którą, podobnie jak u mnie znajduje się schowek na drewno. W starych piecach zwykle pod cegłami szamotowymi podstawy znajdowała się warstwa tłuczonego szkła. Tu raczej jej nie zastosowano.

Piekarok 6


Komin znajduje się w przedniej części, a wylot spalin z tyłu, zatem piec posiada kanały dymowe nad sklepieniem.
Piekarok ma bardzo dużą pojemność cieplną i aby go rozgrzać należy o tym pomyśleć znacznie wcześniej. Obecnie pieca używa się rzadko, zatem całkowicie się wychładza. Rozpalanie rozpoczyna się więc z dwudniowym wyprzedzeniem. Wystarczy raz dziennie napalić w nim lekko - a solidnie przed samym wypiekiem. Próba rozgrzewania tak dużego pieca w dniu pieczenia chleba zaowocowałaby z pewnością szybkim spadkiem temperatury w wyniku rozchodzenia się ciepła w głębsze, chłodne warstwy sklepienia. Przed laty problem ten nie istniał, gdyż z piekaroka korzystało wielu mieszkańców i paliło się w nim bardzo często. Praktycznie więc nie miał czasu ostygnąć całkowicie.